Od jakiegoś czasu czytam tu i tam o inicjatywie czytelniczej - "Przeczytam 52 książki w roku". Niedawno nawet w telewizji śniadaniowej o niej mówili.
Kto o niej czytał lub słyszał, ręka do góry!
Namiętni czytacze, książkoholicy i mole książkowe pewnie tą rękę podnieśli, a tym którzy nie wiedzą o co chodzi, już tłumaczę.
W ogólnym zarysie chodzi o to, żeby zachęcić ludzi do czytania.
Wiadomo - ludź zapisany do czegoś na większym forum, czuje się zobowiązany do wypełnienia owego, bo inni patrzą, w kupie motywacja większa, a i dokonaniami pochwalić się można szerszemu gronu.
A mówiąc serio - rok ma 52 tygodnie, czyli wychodzi jedna książka na tydzień. Jedną przeczytać w tygodniu nie powinno być trudno. Czyli książka w dłoń i do dzieła. Oczywiście wszystko na zasadzie dobrowolności i absolutnie nic na siłę. Jest też propozycja dla opornych lub tych, którzy mają mniej czasu na czytanie - 26 książek w roku, czyli jedna na dwa tygodnie. To już przysłowiowa bułka z masłem.
Moim skromnym zdaniem - bardzo fajna inicjatywa, ale ja jestem przekorna i postanowiłam, że nie przeczytam tych 52 książek!
Ja przeczytam 104 książki w 2016 roku!
Tak właśnie zrobię!
czwartek, 11 lutego 2016
czwartek, 4 lutego 2016
Czwartek Tłusty.
Będziesz jadł tego ostatniego pączka z bitą śmietaną?
Zjem. Poświęcę się dla Ciebie.
Poświęcisz?
No, żebyś nie była gruba.
Zjem. Poświęcę się dla Ciebie.
Poświęcisz?
No, żebyś nie była gruba.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Ewa! To Twoja wina!
Ale się dzisiaj zdenerwowałam!
Odwiedziłam bloga Ewy. Czytam, patrzę, oczom własnym nie wierzę.
Jak można stwierdzić, że ma się wenę, po czym wziąć druty i na jednym oddechu wydziergać wdzianko na termos, sweter, rękawiczki sztuk dwie, plus szalik i czapkę? Oczywiście wszystko w piękne warkocze!
Z zawiści aż się zagotowałam!
Kawę akurat piłam, prawie się nią udławiłam. Monitor oplułam.
Bo ja tylko prawe i lewe, w dodatku w ślimaczym tempie robię. Zazdrosna jestem!
W kompleksy wpadłam. W nerwie paskudnym swoją robótkę prawie całą sprułam. Potem próbowałam ją reanimować, ale że łapy niezbyt sprawne, a gały prawie ślepe wełna mi uciekła i teraz od nowa oczka liczę.
Ta dla której dziergane było, do domu teraz przyjedzie i mnie udusi. A potem o chlebie i wodzie w ciemniej piwnicy mnie zamknie, żebym wreszcie skończyła to co zaczęłam.
Będzie mnie miała Ewa na sumieniu!
Mam taką teorię i tylko ona mnie pociesza - Ewa to nie zwykła kobieta, ale kosmitka!
A tak na poważnie - podziwiam i pewnie, że zazdroszczę (pozytywnie), bo też bym tak chciała :)
Odwiedziłam bloga Ewy. Czytam, patrzę, oczom własnym nie wierzę.
Jak można stwierdzić, że ma się wenę, po czym wziąć druty i na jednym oddechu wydziergać wdzianko na termos, sweter, rękawiczki sztuk dwie, plus szalik i czapkę? Oczywiście wszystko w piękne warkocze!
Z zawiści aż się zagotowałam!
Kawę akurat piłam, prawie się nią udławiłam. Monitor oplułam.
Bo ja tylko prawe i lewe, w dodatku w ślimaczym tempie robię. Zazdrosna jestem!
W kompleksy wpadłam. W nerwie paskudnym swoją robótkę prawie całą sprułam. Potem próbowałam ją reanimować, ale że łapy niezbyt sprawne, a gały prawie ślepe wełna mi uciekła i teraz od nowa oczka liczę.
Ta dla której dziergane było, do domu teraz przyjedzie i mnie udusi. A potem o chlebie i wodzie w ciemniej piwnicy mnie zamknie, żebym wreszcie skończyła to co zaczęłam.
Będzie mnie miała Ewa na sumieniu!
Mam taką teorię i tylko ona mnie pociesza - Ewa to nie zwykła kobieta, ale kosmitka!
A tak na poważnie - podziwiam i pewnie, że zazdroszczę (pozytywnie), bo też bym tak chciała :)
czwartek, 28 stycznia 2016
Obiecałam i sprzątam.
W Sylwestra postanowiłam, że nie będę robić żadnych postanowień na nowy rok. Po co marnować czas i atrament na spisywanie czegoś, czego i tak nie dam rady wykonać. Moja wada genetyczna, potocznie zwana leniem, widząc taką listę, roześmiałaby mi się prosto w twarz.
Obiecałam sobie tylko jedną rzecz - posprzątać w szafkach, szufladach,pudełeczkach na pierdołki,torebkach, portmonetkach i kieszeniach oraz na starych blogach i pocztach.
No i sprzątam.
Wyrzucam to co niepotrzebne, bo człowiek jak ten chomik dobra gromadzi, bo to i tamto jeszcze się przyda. Wyrywam kartki ze starych pamiętników, aby zaoszczędzić potomnym czytania dziwnych rzeczy. Doprowadzam do ładu spisy przeczytanych książek i tych, które chciałabym przeczytać. Wygarniam z portfelowych czeluści tony paragonów. Kolejna moja dziwna przypadłość - dają paragon, to biorę, a potem zawsze zapomnę wyrzucić. Może dlatego pieniądz w mym portfelu mieszkać nie chce. W kieszeni kurtki znalazłam kilka papierków z perfumerii, pozostałość po zakupach świątecznych.
Przenoszę notki ze poprzednich blogów, czytam stare komentarze. Szykuję zdjęcia do wywołania, bo trzeba je w końcu powkładać w albumy. Zastanawiam się, kiedy zdążyłam się dorobić pięciu adresów mailowych.
I to wszystko powoli,po cichu, żeby leń się nie dowiedział. Pełna konspiracja.
W międzyczasie jeszcze próbuję robić na drutach, czytam książki, gotuję obiady i wykonuję inne czynności, które kura domowa wykonać musi.
Jednym słowem - urobiona jestem, na tego bloga czasu już nie mam ;).
Obiecałam sobie tylko jedną rzecz - posprzątać w szafkach, szufladach,pudełeczkach na pierdołki,torebkach, portmonetkach i kieszeniach oraz na starych blogach i pocztach.
No i sprzątam.
Wyrzucam to co niepotrzebne, bo człowiek jak ten chomik dobra gromadzi, bo to i tamto jeszcze się przyda. Wyrywam kartki ze starych pamiętników, aby zaoszczędzić potomnym czytania dziwnych rzeczy. Doprowadzam do ładu spisy przeczytanych książek i tych, które chciałabym przeczytać. Wygarniam z portfelowych czeluści tony paragonów. Kolejna moja dziwna przypadłość - dają paragon, to biorę, a potem zawsze zapomnę wyrzucić. Może dlatego pieniądz w mym portfelu mieszkać nie chce. W kieszeni kurtki znalazłam kilka papierków z perfumerii, pozostałość po zakupach świątecznych.
Przenoszę notki ze poprzednich blogów, czytam stare komentarze. Szykuję zdjęcia do wywołania, bo trzeba je w końcu powkładać w albumy. Zastanawiam się, kiedy zdążyłam się dorobić pięciu adresów mailowych.
I to wszystko powoli,po cichu, żeby leń się nie dowiedział. Pełna konspiracja.
W międzyczasie jeszcze próbuję robić na drutach, czytam książki, gotuję obiady i wykonuję inne czynności, które kura domowa wykonać musi.
Jednym słowem - urobiona jestem, na tego bloga czasu już nie mam ;).
czwartek, 21 stycznia 2016
Babunia moja.
Kiedy ja się urodziłam, moja babcia była już grubo po osiemdziesiątce. Mieszkała w innym mieście, ale prawie w każdą niedzielę razem z rodzicami przyjeżdżaliśmy do niej w odwiedziny. Gdy wracam myślami do tamtych czasów, to mam przed oczami pomarszczoną starowinkę, białą jak gołąbek, z warkoczem sięgającym do pasa. Pamiętam jej miękkie dłonie i mądre oczy, patrzące zza grubych szkieł okularów. Babcia nie chodziła już, miała chore nogi.
Mijały kolejne lata, ona była coraz starsza,ale pamięć miała rewelacyjną. Pamiętała wszystko - imiona, nazwiska, daty, wydarzenia z przeszłości. Zawsze, podczas odwiedzin, siadałam obok niej i prosiłam o kolejną, fascynującą opowieść z dawnych czasów. Moja babcia przeżyła wiele, w tym obie wojny światowe, więc miała co wspominać. Potrafiła opowiadać godzinami, a ja słuchałam, słuchałam i nigdy nie miałam dość.
Pamiętam, że w zakamarkach babcinej szafy zawsze był ukryty jakiś drobiazg dla mnie. Babunia uwielbiała sprawiać mi niespodzianki. Szperałam w tej szafie - sprawiało mi to wielką frajdę, a ona bardzo się z tego powodu cieszyła. Wiem, że bardzo mnie kochała i było to uczucie w stu procentach odwzajemnione. Zbyt krótko było mi dane cieszyć się jej obecnością.
Moja babcia, babunia, babuleńka...
Mijały kolejne lata, ona była coraz starsza,ale pamięć miała rewelacyjną. Pamiętała wszystko - imiona, nazwiska, daty, wydarzenia z przeszłości. Zawsze, podczas odwiedzin, siadałam obok niej i prosiłam o kolejną, fascynującą opowieść z dawnych czasów. Moja babcia przeżyła wiele, w tym obie wojny światowe, więc miała co wspominać. Potrafiła opowiadać godzinami, a ja słuchałam, słuchałam i nigdy nie miałam dość.
Pamiętam, że w zakamarkach babcinej szafy zawsze był ukryty jakiś drobiazg dla mnie. Babunia uwielbiała sprawiać mi niespodzianki. Szperałam w tej szafie - sprawiało mi to wielką frajdę, a ona bardzo się z tego powodu cieszyła. Wiem, że bardzo mnie kochała i było to uczucie w stu procentach odwzajemnione. Zbyt krótko było mi dane cieszyć się jej obecnością.
Moja babcia, babunia, babuleńka...
czwartek, 14 stycznia 2016
Być czy nie być.
Odpaliłam rano urządzenie, w moim przypadku szumnie zwane komputerem i wyruszyłam pozwiedzać blogosferę. Blogi - cud, miód i orzeszki. Oczywiście nie wszystkie, ale sporo tak. Mają ludzie przeróżne talenta. Ech...Niestety im dłużej zwiedzałam tym miałam większą zagwozdkę - czy ja, taki pospolity żuczek powinnam zaczepiać się w blogowym świecie.
Otóż :
Kulinarnego bloga mieć nie będę, bo szczerze przyznam, że kucharz czy cukiernik ze mnie kiepski. Co prawda nikogo jeszcze nie otrułam, ale nie ma co ryzykować. Zawsze może być ten pierwszy raz.W rękodzieło też raczej bawić się nie zamierzam, bo talenty może jakieś są, ale nie na takim poziomie, aby móc się nim pochwalić w internecie. Straszyć nimi nikogo nie zamierzam. Blog fotograficzny to też nie moja bajka. Na sto zrobionych zdjęć może dwa, trzy, no góra pięć mi wyjdzie. Ile ja bym się musiała z aparatem nagonić, żeby zapełnić blog fotograficzny. Masakra.Sport - fitness-y, pilates-y, siłownia i inne wygibasy - też nie. Ja jestem zwierzę kanapowe, czasami tylko na jakiś spacerek wyskoczę, ew. po zakupy.W sumie tylko o bzdetach nie poważnie zbyt tu mogę popisać, a więc być czy nie być...oto jest pytanie.
Otóż :
Kulinarnego bloga mieć nie będę, bo szczerze przyznam, że kucharz czy cukiernik ze mnie kiepski. Co prawda nikogo jeszcze nie otrułam, ale nie ma co ryzykować. Zawsze może być ten pierwszy raz.W rękodzieło też raczej bawić się nie zamierzam, bo talenty może jakieś są, ale nie na takim poziomie, aby móc się nim pochwalić w internecie. Straszyć nimi nikogo nie zamierzam. Blog fotograficzny to też nie moja bajka. Na sto zrobionych zdjęć może dwa, trzy, no góra pięć mi wyjdzie. Ile ja bym się musiała z aparatem nagonić, żeby zapełnić blog fotograficzny. Masakra.Sport - fitness-y, pilates-y, siłownia i inne wygibasy - też nie. Ja jestem zwierzę kanapowe, czasami tylko na jakiś spacerek wyskoczę, ew. po zakupy.W sumie tylko o bzdetach nie poważnie zbyt tu mogę popisać, a więc być czy nie być...oto jest pytanie.
czwartek, 7 stycznia 2016
No i klops.
Nie miała baba kłopotu i założyła sobie bloga.A teraz siedzi i walczy z dziadostwem.Dziesięć lat temu, gdy pierwszy raz na blogowanie ją licho podkusiło, zakładanie było jakieś łatwiejsze.Wymyśliła nazwę, pseudonim, kolorki dobrała i było po sprawie.A teraz?Jakieś widgety, gadżety, wtyczki, stopki. To przenieś, tamto wklej.Kolory się zmienić na niebieski nie chcą, uparcie trwając przy nielubianej przez babę czerwieni.Może nie powinna była tego bloga zakładać.Szlag jasny! Różowe procenty - to wszystko wasza wina!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
