STOP Pisanie jednym palcem jest do d... STOP Przymusowe lenistwo jest do d... STOP Czytanie książek, gdy ciągle chce się spać jest do d... STOP Odezwę się jak motyle odfruną.
Już jakiś czas temu szumnie obwieściłam wszem i wobec, że biorę się za sprzątanie starych blogów. W rzeczywistości wyglądało to tak, że jak mi się przypomniało i miałam chwilkę, to coś tam przejrzałam, coś tam usunęłam. W minimalistycznych ilościach, choć miało być w hurtowych. Patrząc na to ile tam kiedyś wyprodukowałam rożnych, dziwnych rzeczy, trwało by to może nie wieki, ale jeden wiek na pewno. Korzystając z tego, że od kilku dni jestem bardziej w stanie spoczynku, a nie ruchu, postanowiłam na poważnie zabrać się za te porządki. No i się zabrałam... Po spędzeniu kilku ładnych godzin na pierwszym blogu, przeczytaniu tony notek z datą produkcji 2006 stwierdzam co następuje: po pierwsze: fajnie wrócić do przeszłości po drugie: moje dwa nałogi mimo upływu lat mają się świetnie po trzeci: jestem nadal zdrowo dziabnięta w mózg i to jest nieuleczalne po czwarte: moje dzieci dorosły, a ja wcale się nie postarzałam! po piąte: nadal wymyślam dziwne wierszydła, tylko tutaj się jeszcze nimi nie pochwaliłam po szóste: nadal piszę bzdety i dziwię się, że ktoś to czyta po siódme: część z tych staroci wyladuje tutaj i po ostatnie : jeszcze trochę mi tam zleci...
pierwszej, starej tabletce organizm powiedział : zbyt długo jesteśmy razem, już na mnie nie działasz, więc musimy się rozstać. drugiej, nowej tabletce organizm powiedział : wcale na mnie nie działasz, więc po co Cię brać? trzeciej, nowej tabletce organizm powiedział : niby na mnie działasz, ale lady wątroba i nerkowce sztuk dwie nie mogą strawić Twego towarzystwa, więc chyba nic z tego nie będzie. no i d..a ... biała biała jak tabletka
W Sylwestra postanowiłam, że nie będę robić żadnych postanowień na nowy rok. Po co marnować czas i atrament na spisywanie czegoś, czego i tak nie dam rady wykonać. Moja wada genetyczna, potocznie zwana leniem, widząc taką listę, roześmiałaby mi się prosto w twarz. Obiecałam sobie tylko jedną rzecz - posprzątać w szafkach, szufladach,pudełeczkach na pierdołki,torebkach, portmonetkach i kieszeniach oraz na starych blogach i pocztach. No i sprzątam. Wyrzucam to co niepotrzebne, bo człowiek jak ten chomik dobra gromadzi, bo to i tamto jeszcze się przyda. Wyrywam kartki ze starych pamiętników, aby zaoszczędzić potomnym czytania dziwnych rzeczy. Doprowadzam do ładu spisy przeczytanych książek i tych, które chciałabym przeczytać. Wygarniam z portfelowych czeluści tony paragonów. Kolejna moja dziwna przypadłość - dają paragon, to biorę, a potem zawsze zapomnę wyrzucić. Może dlatego pieniądz w mym portfelu mieszkać nie chce. W kieszeni kurtki znalazłam kilka papierków z perfumerii, pozostałość po zakupach świątecznych. Przenoszę notki ze poprzednich blogów, czytam stare komentarze. Szykuję zdjęcia do wywołania, bo trzeba je w końcu powkładać w albumy. Zastanawiam się, kiedy zdążyłam się dorobić pięciu adresów mailowych. I to wszystko powoli,po cichu, żeby leń się nie dowiedział. Pełna konspiracja. W międzyczasie jeszcze próbuję robić na drutach, czytam książki, gotuję obiady i wykonuję inne czynności, które kura domowa wykonać musi. Jednym słowem - urobiona jestem, na tego bloga czasu już nie mam ;).
Odpaliłam rano urządzenie, w moim przypadku szumnie zwane komputerem i wyruszyłam pozwiedzać blogosferę. Blogi - cud, miód i orzeszki. Oczywiście nie wszystkie, ale sporo tak. Mają ludzie przeróżne talenta. Ech...Niestety im dłużej zwiedzałam tym miałam większą zagwozdkę - czy ja, taki pospolity żuczek powinnam zaczepiać się w blogowym świecie. Otóż : Kulinarnego bloga mieć nie będę, bo szczerze przyznam, że kucharz czy cukiernik ze mnie kiepski. Co prawda nikogo jeszcze nie otrułam, ale nie ma co ryzykować. Zawsze może być ten pierwszy raz.W rękodzieło też raczej bawić się nie zamierzam, bo talenty może jakieś są, ale nie na takim poziomie, aby móc się nim pochwalić w internecie. Straszyć nimi nikogo nie zamierzam. Blog fotograficzny to też nie moja bajka. Na sto zrobionych zdjęć może dwa, trzy, no góra pięć mi wyjdzie. Ile ja bym się musiała z aparatem nagonić, żeby zapełnić blog fotograficzny. Masakra.Sport - fitness-y, pilates-y, siłownia i inne wygibasy - też nie. Ja jestem zwierzę kanapowe, czasami tylko na jakiś spacerek wyskoczę, ew. po zakupy.W sumie tylko o bzdetach nie poważnie zbyt tu mogę popisać, a więc być czy nie być...oto jest pytanie.