Odwiedziłam bloga Ewy. Czytam, patrzę, oczom własnym nie wierzę.
Jak można stwierdzić, że ma się wenę, po czym wziąć druty i na jednym oddechu wydziergać wdzianko na termos, sweter, rękawiczki sztuk dwie, plus szalik i czapkę? Oczywiście wszystko w piękne warkocze!
Z zawiści aż się zagotowałam!
Kawę akurat piłam, prawie się nią udławiłam. Monitor oplułam.
Bo ja tylko prawe i lewe, w dodatku w ślimaczym tempie robię. Zazdrosna jestem!
W kompleksy wpadłam. W nerwie paskudnym swoją robótkę prawie całą sprułam. Potem próbowałam ją reanimować, ale że łapy niezbyt sprawne, a gały prawie ślepe wełna mi uciekła i teraz od nowa oczka liczę.
Ta dla której dziergane było, do domu teraz przyjedzie i mnie udusi. A potem o chlebie i wodzie w ciemniej piwnicy mnie zamknie, żebym wreszcie skończyła to co zaczęłam.
Będzie mnie miała Ewa na sumieniu!
Mam taką teorię i tylko ona mnie pociesza - Ewa to nie zwykła kobieta, ale kosmitka!
A tak na poważnie - podziwiam i pewnie, że zazdroszczę (pozytywnie), bo też bym tak chciała :)
