Kiedy ja się urodziłam, moja babcia była już grubo po osiemdziesiątce. Mieszkała w innym mieście, ale prawie w każdą niedzielę razem z rodzicami przyjeżdżaliśmy do niej w odwiedziny. Gdy wracam myślami do tamtych czasów, to mam przed oczami pomarszczoną starowinkę, białą jak gołąbek, z warkoczem sięgającym do pasa. Pamiętam jej miękkie dłonie i mądre oczy, patrzące zza grubych szkieł okularów. Babcia nie chodziła już, miała chore nogi.
Mijały kolejne lata, ona była coraz starsza,ale pamięć miała rewelacyjną. Pamiętała wszystko - imiona, nazwiska, daty, wydarzenia z przeszłości. Zawsze, podczas odwiedzin, siadałam obok niej i prosiłam o kolejną, fascynującą opowieść z dawnych czasów. Moja babcia przeżyła wiele, w tym obie wojny światowe, więc miała co wspominać. Potrafiła opowiadać godzinami, a ja słuchałam, słuchałam i nigdy nie miałam dość.
Pamiętam, że w zakamarkach babcinej szafy zawsze był ukryty jakiś drobiazg dla mnie. Babunia uwielbiała sprawiać mi niespodzianki. Szperałam w tej szafie - sprawiało mi to wielką frajdę, a ona bardzo się z tego powodu cieszyła. Wiem, że bardzo mnie kochała i było to uczucie w stu procentach odwzajemnione. Zbyt krótko było mi dane cieszyć się jej obecnością.
Moja babcia, babunia, babuleńka...