Najpierw przyleciały motyle. Owinęły mnie ciasno w kokon. Supłów, węzłów narobiły. Wydostać się długo nie mogłam.
Potem dopadły mnie "niechcemisię", "anacomito", "niemamochoty", "dajciemiświętyspokój" i najgorsze "mamwszystkow...nosie."
A teraz namówiona przez te co mnie dopadły oglądam turecki serial w oryginale.
Ni cholery nie rozumiem, ale oglądam.
No to do zobaczenie za jakieś ... 60 odcinków.
piątek, 27 maja 2016
niedziela, 15 maja 2016
poniedziałek, 2 maja 2016
Pierwszy archiwalny.
Swoją przygodę z blogowaniem rozpoczęłam w marcu 2006 roku, namówiona do tego niecnego procederu przez własne dzieci. Założyłam bloga "Morze i Koliberki." w wielkiej tajemnicy, ale jak się bardzo szybko okazało konspirator był ze mnie kiepski. Już na drugi dzień od rozpoczęcia działalności moje dzieci odkryły sekret. Pamiętam, że próbowałam jeszcze ściemniać, że absolutnie nie, nic nie zakładałam, ale one nie dały się oszukać. A potem zostały moimi najwierniejszymi kibickami.
Zamierzam część tamtych wpisów przenieść tutaj (chyba już kiedyś o tym wspominałam), dzisiaj pierwsza odsłona.
Marzec 2006.
Dzisiaj zacznę od początku. Koliberki to moje dzieci, łobuzy niesamowite. Nie potrafią minuty usiedzieć na miejscu, szczególnie najmłodszy. Najstarsza prowadzi sama nie wiem ile blogów, wysyła miliony sms-ów notorycznie przekraczając swój rachunek telefoniczny i żąda równouprawnienia. Średnia to artystka straszna, na dodatek kokietka i delikates. Trzeba uważać ,żeby jej nie urazić. A mały to ... najbardziej ruchliwe dziecko na świecie. Ciągle gdzieś gna i pędzi. Nawet oglądając bajkę, nie potrafi siedzieć spokojnie. 1000 pomysłów na minutę, jeden lepszy od drugiego. Uwielbia udawać syrenę alarmową, czym jeszcze do niedawna dość skutecznie szantażował rodzinę. Przyznaję się bez bicia - rozpuściłam dziecko i to nie jedno. Weszły mi na głowę i zejść nie chcą. Ale niech tam siedzą, nie będę narzekała, bo to moja szalona trójka.
Komentarz Starszej: No a jak. Równouprawnienie musi być. Demokracja przecież. Też ciem koffam mamciu. Proszę mniem niem mordować. Ja jetem grzeczna.
Zamierzam część tamtych wpisów przenieść tutaj (chyba już kiedyś o tym wspominałam), dzisiaj pierwsza odsłona.
Marzec 2006.
Dzisiaj zacznę od początku. Koliberki to moje dzieci, łobuzy niesamowite. Nie potrafią minuty usiedzieć na miejscu, szczególnie najmłodszy. Najstarsza prowadzi sama nie wiem ile blogów, wysyła miliony sms-ów notorycznie przekraczając swój rachunek telefoniczny i żąda równouprawnienia. Średnia to artystka straszna, na dodatek kokietka i delikates. Trzeba uważać ,żeby jej nie urazić. A mały to ... najbardziej ruchliwe dziecko na świecie. Ciągle gdzieś gna i pędzi. Nawet oglądając bajkę, nie potrafi siedzieć spokojnie. 1000 pomysłów na minutę, jeden lepszy od drugiego. Uwielbia udawać syrenę alarmową, czym jeszcze do niedawna dość skutecznie szantażował rodzinę. Przyznaję się bez bicia - rozpuściłam dziecko i to nie jedno. Weszły mi na głowę i zejść nie chcą. Ale niech tam siedzą, nie będę narzekała, bo to moja szalona trójka.
Komentarz Starszej: No a jak. Równouprawnienie musi być. Demokracja przecież. Też ciem koffam mamciu. Proszę mniem niem mordować. Ja jetem grzeczna.
środa, 27 kwietnia 2016
Podsumowanie lutego.
< 11-17 >
2. Sherry Jones "Królowe."
3. Alex Kava "Ostateczny cel."
4. Lisa See "Kości smoka."
5. Cristina Morato "Królowe przeklęte."
6. Diana Chamberlain "Dar morza."
7. Mons Kallentoft "Ofiara w środku zimy."
sobota, 23 kwietnia 2016
Książkowe święto.
Jaki dzień dzisiaj mamy?
23 kwietnia - Światowy Dzień Książki.
Co w takim dniu robią mole książkowe?
Czytają książki, wąchają książki.
A co robią nałogowe mole książkowe?
To samo co zwykłe mole, ale oprócz tego idą do księgarni po jedną książkę, a wychodzą z jeszcze jedną, a może jeszcze tą i z ta już będzie ostatnia.
23 kwietnia - Światowy Dzień Książki.
Co w takim dniu robią mole książkowe?
Czytają książki, wąchają książki.
A co robią nałogowe mole książkowe?
To samo co zwykłe mole, ale oprócz tego idą do księgarni po jedną książkę, a wychodzą z jeszcze jedną, a może jeszcze tą i z ta już będzie ostatnia.
czwartek, 21 kwietnia 2016
Dzień.
Siódma rano, na termometrze dwa stopnie, na szybie w samochodzie szron.
Słońce pięknie świeci, więc jest szansa na cieplejszy dzień.
Pierwsza kawa już wystygła, druga się jeszcze nie zaparzyła.
Siedzę i planuję dzień.
Rozmyślam.
Jeszcze kilka chwil ciszy, nim dzień obudzi się na dobre.
Pies sąsiadów jeszcze nie szczeka, wróble nie świergolą, jest cudnie.
Wczoraj ból gardła, 37 i 5 kresek, herbata z cytryną.
Dzisiaj wielka ochota na spacer.
Za dwa dni Światowy Dzień Książki.
Siedzę i pilnie śledzę promocje w księgarniach internetowych.
Śledzę, chociaż nie powinnam.
Dopijam kawę i miłego dnia Wam życzę.
Słońce pięknie świeci, więc jest szansa na cieplejszy dzień.
Pierwsza kawa już wystygła, druga się jeszcze nie zaparzyła.
Siedzę i planuję dzień.
Rozmyślam.
Jeszcze kilka chwil ciszy, nim dzień obudzi się na dobre.
Pies sąsiadów jeszcze nie szczeka, wróble nie świergolą, jest cudnie.
Wczoraj ból gardła, 37 i 5 kresek, herbata z cytryną.
Dzisiaj wielka ochota na spacer.
Za dwa dni Światowy Dzień Książki.
Siedzę i pilnie śledzę promocje w księgarniach internetowych.
Śledzę, chociaż nie powinnam.
Dopijam kawę i miłego dnia Wam życzę.
piątek, 15 kwietnia 2016
Starocie sprzątam, znowu.
Już jakiś czas temu szumnie obwieściłam wszem i wobec, że biorę się za sprzątanie starych blogów. W rzeczywistości wyglądało to tak, że jak mi się przypomniało i miałam chwilkę, to coś tam przejrzałam, coś tam usunęłam.
W minimalistycznych ilościach, choć miało być w hurtowych. Patrząc na to ile tam kiedyś wyprodukowałam rożnych, dziwnych rzeczy, trwało by to może nie wieki, ale jeden wiek na pewno.
Korzystając z tego, że od kilku dni jestem bardziej w stanie spoczynku, a nie ruchu, postanowiłam na poważnie zabrać się za te porządki.
No i się zabrałam...
Po spędzeniu kilku ładnych godzin na pierwszym blogu, przeczytaniu tony notek z datą produkcji 2006 stwierdzam co następuje:
po pierwsze: fajnie wrócić do przeszłości
po drugie: moje dwa nałogi mimo upływu lat mają się świetnie
po trzeci: jestem nadal zdrowo dziabnięta w mózg i to jest nieuleczalne
po czwarte: moje dzieci dorosły, a ja wcale się nie postarzałam!
po piąte: nadal wymyślam dziwne wierszydła, tylko tutaj się jeszcze nimi nie pochwaliłam
po szóste: nadal piszę bzdety i dziwię się, że ktoś to czyta
po siódme: część z tych staroci wyladuje tutaj
i po ostatnie : jeszcze trochę mi tam zleci...
W minimalistycznych ilościach, choć miało być w hurtowych. Patrząc na to ile tam kiedyś wyprodukowałam rożnych, dziwnych rzeczy, trwało by to może nie wieki, ale jeden wiek na pewno.
Korzystając z tego, że od kilku dni jestem bardziej w stanie spoczynku, a nie ruchu, postanowiłam na poważnie zabrać się za te porządki.
No i się zabrałam...
Po spędzeniu kilku ładnych godzin na pierwszym blogu, przeczytaniu tony notek z datą produkcji 2006 stwierdzam co następuje:
po pierwsze: fajnie wrócić do przeszłości
po drugie: moje dwa nałogi mimo upływu lat mają się świetnie
po trzeci: jestem nadal zdrowo dziabnięta w mózg i to jest nieuleczalne
po czwarte: moje dzieci dorosły, a ja wcale się nie postarzałam!
po piąte: nadal wymyślam dziwne wierszydła, tylko tutaj się jeszcze nimi nie pochwaliłam
po szóste: nadal piszę bzdety i dziwię się, że ktoś to czyta
po siódme: część z tych staroci wyladuje tutaj
i po ostatnie : jeszcze trochę mi tam zleci...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
